PRÓBY OKREŚLENIA FILOZOFII

Zagadnienia teoriopoznawcze wyznaczają także pojmowanie filozofii w wieku XX. Co więcej, na skutek postawienia apodyktyczności nauk szcze­gółowych pod znakiem zapytania, dokonuje się tu w pewnym wymiarze powrót do czasów i problemów Kartezjusza. Przykładem może być fenomenologia E. Husserla, która miała być metodą umożliwiającą uprawomocnienia istnieją­cych oraz powołanie nowych dziedzin wiedzy. Podkreślając podstawową rolę zagadnień teoriopoznawczych dla określenia filozofii jako pełnoprawnej dzie­dziny kultury Husserl pisał: „Od swoich pierwszych początków filozofia preten­dowała do tego aby być ścisłą nauką i to nauką która czyniła by zadość najwyż­szym potrzebom teoretycznym” i dalej: „taka, w pełni świadoma wola zbudowa­nia ścisłej nauki przenika sokratejsko-platoński przewrót w filozofii, a zwłaszcza przewrót kartezjański, impuls ten odnawia się z najbardziej radykalną mocą w krytyce rozumu Kanta i przenika myśl Fichtego”.Wspomniane powyżej próby określenia filozofii, jako dziedziny kultury łą­czą idee racjonalizmu i absolutyzmu poznawczego. Konsekwencją tych stano­wisk jest jednak nie tylko pozytywne określenie pojęcia filozofii. Do ich konse­kwencji należy także odrzucenie wszelkiej myśli pretendującej do miana filozo­fii, jeśli tylko zawodzi ona nadzieję na osiągnięcie absolutnych podstaw pozna­nia. Systemy niespełniające wymogów racjonalizmu i absolutyzmu poznawcze­go deprecjonowane są jako myśl filozoficzna.

WYPRACOWANE W STAROŻYTNOŚCI

Wypracowane w starożytności określenie filozofii w czasach nowożytnych przejął i rozwinął Descartes. Filozofia – zgodnie z zaproponowanym przez po­przedników modelem miała być pojęciową, ogólną i apodyktyczną wiedzą o  świecie. Wiedzą dodajmy wspierającą się na niewzruszonych podstawach, „…chcę nareszcie coś pewnego i trwałego w naukach ustalić, …rozpocząć od pierwszych podstaw…” pisał ojciec nowożytnej filozofii. Poszukiwanie takich podstaw stało się zatem, podstawowym celem kartezjańskiej refleksji. Prowa­dzone przez Kartezjusza poszukiwania uwypukliły, co najmniej dwa ważne momenty w definiowaniu filozofii, jako dziedziny kultury. Po pierwsze podkre­śliły niesłabnące aspiracje filozofii do miana platońskiej episteme, z drugiej zaś wskazały na konieczność nie tylko określenia, ale i uprawomocnienia statusu zdobywanej w jej ramach wiedzy.Począwszy od czasów Kanta, filozofii przypadło nieco inne zadanie, a w związ­ku z tym przesunęły się także akcenty w jej określaniu. Filozofowi z Królewca nie chodziło już o budowanie wiedzy apodyktycznej od podstaw, ale o jej uprawo­mocnienie. Podstawowym pytaniem staje się pytanie „jak możliwe są sądy synte­tyczne a priori?”, czy ujmując rzecz inaczej „jak możliwe jest matematyczne przyrodoznawstwo?”, jawiące się wówczas jako doskonały przykład wiedzy apo­dyktycznej, powszechnej i koniecznej. Doktryna Kanta, nadaje zatem filozofii nieco innego wymiaru. Począwszy od wieku XVIII filozofia konstytuuje się jako dziedzina, której celem jest między innymi określenie, oraz uprawomocnienie rodzących się nauk szczegółowych.

WŁAŚCIWY SPOSÓB POJMOWANIA FILOZOFII

Precyzyjne określenie filozofii, jako dziedziny ludzkiej działalności kulturowej, odnaleźć można na­tomiast już u Arystotelesa, który w Metafizyce pisze o swych poprzednikach: „filozofowali w tym celu, aby uniknąć niewiedzy, to jasne że poszukiwali wie­dzy nie dla jakiejś korzyści [i dalej – M. B.] tak, jak wolnym człowiekiem na­zywamy tego, kto żyje dla samego siebie, a nie dla kogoś innego, tak też wśród innych nauk tylko ta jest wolna. Tylko ona bowiem, istnieje dla samej siebie”. Podkreślana tu autonomiczność poznania filozoficznego nie jest jednak jedy­nym jego warunkiem. Równie ważna jest dla Arystotelesa prawdziwość sądów określana przez niego (w sformułowaniu Tomasza z Akwinu) jako zgodność myśli i rzeczy, oraz pojęciowa forma ich wyrażania.Należy przy tym zauważyć, że i Platon i Arystoteles odwoływali się w po­znaniu do władzy rozumu. Pierwszy mówił o NOESIS, czyli rozumie ujmują­cym to, „co stanowi podstawę wszelkiego istnienia i możliwości wszelkiego poznania” tzn. o władzy ujmującej świat ogólnych idei; drugi zaś w ludzkim rozumie widział zdolność poznawania eide określających istoty rzeczy do­świadczalnego świata.Czasy antyczne pojmowały jednak filozofię nie tylko jako wiedzę teore­tyczną, tłumaczącą występujące w świecie zjawiska na podstawie ogólnych zasad. Filozofia w wielu szkołach pojmowana była jako praktyczna mądrość oraz umiejętność życia cnotliwego i szczęśliwego. Można by tu wskazać scep­tyków, stoików, czy epikurejczyków. Jak się jednak wydaje zalecane przez po­wyższe szkoły wskazówki praktyczne, mające zapewnić szczęście i cnotę czło­wieka, za każdym razem są konsekwencją wypracowanego stanowiska teore­tycznego – spełniającego formalne kryteria podane przez Arystotelesa.

PYTANIE O MOŻLIWOŚCI

Kantowskie pytanie o możliwość metafizyki zamienia się w pytanie o możliwość filozofii.Filozofia, zaliczana tu za prof. A. Zachariaszem w ramy poznania teoretycz­nego, obok religii, mitu i sztuki stanowi jedną z najstarszych, rzeczowych dzie­dzin działalności kulturowej człowieka. W jej ramach także po raz pierwszy – jak się wydaje – podjęto świadomą próbę wyraźnego określenia właściwego jej przedmiotu, właściwych wartości ze względu, na które konstytuuje się myśl filo­zoficzna oraz właściwych dla niej zasad pojęciowego ujmowania świata.Jedno z pierwszych określeń filozofii, jako wyraźnie określonej dziedziny zaproponowali już presokratycy zapożyczając pitagorejskie pojęcie filozofa – miłośnika wszelkiej mądrości – i określając słowem filozofia – wiedzę teore­tyczną umożliwiającą nabycie jakiejś umiejętności (techne) lub praktycznej dzielności (aretef. Platon rozwinął to pojęcie nie tylko wskazując na przedmiot tej wiedzy (filozofię pojmował jako poznanie tego, co naprawdę istnieje, po­znanie bytu w jego najogólniejszych zasadach), ale i podając warunki jej pra­womocności, wyrażone w kategorii episteme — oznaczającej wiedzę pewną, nierelatywną, wieczną. Inaczej mówiąc episteme to wiedza zweryfikowana na drodze poddania jej testom prawdziwości i pewności, poddana kontroli metody naukowej, usystematyzowana i wcielona w postać teorii.

POJĘCIOWE UJMOWANIE RZECZYWISTOŚCI

Z drugiej strony wydaje się, iż brak takiego wyraźnego i akceptowanego przez większość badaczy określenia danej dziedzi­ny kultury, wskazuje bądź na jej niedojrzałość, bądź jest najjaskrawszym symptomem nękającego tę dziedzinę kryzysu. Kryzysu rozpoznawanego jako dezaktualizacja podstawowych dla danej dziedziny wartości, czy negacja wy­pracowanych dotychczas sposobów ujmowania świata w pojęcia. Kryzysu roz­poznawanego jako kryzys tożsamości. Powyższe, z konieczności bardzo ogólne określenie zjawiska kryzysu po­szczególnej dziedziny kultury, znajduje obecnie swą wyraźną egzemplifikację w obszarze filozofii. Powstała tu sytuacja teoretyczna (kryzysowa), jak się jed­nak wydaje, znacznie różni się od właściwych filozofii, jako myśleniu przekra­czającemu – momentów zwrotnych. O ile bowiem, „kryzysy” myśli filozoficz­nej z jakimi mieli do czynienia Kartezjusz czy Kant prowadziły do pełniejszych i bardziej wiarygodnych rozwiązań podejmowanych problemów, kryzys współ­czesny stawia pod znakiem zapytania zasadność samego filozoficznego namy­słu. Jest on rozpoznawany jako utrata przeszłości, brak przyszłości oraz nicość teraźniejszości . Koniec wieku XX zatem, czyni znów aktualnym kantowskie pytanie o podstawy prawomocności wiedzy, tym razem jednak chodzi tu o wie­dzę filozoficzną.

KULTURA EUROPEJSKA

Taka teza pojawia się w zakończeniu L’Etre et le Neant: „Jeśli byt-w- sobie i byt-dla-siebie są dwiema modalnościami bytu, to czy w samym pojęciu bytu nie tkwi wewnętrzna sprzeczność i czy rozumienie bytu nie rozpada się na dwie całkowicie odrębne części z tej racji, że zakres pojęcia bytu obejmuje dwa zbiory całkowicie heterogeniczne? Istotnie, co ma wspólnego byt, który jest tym, czym jest, z bytem, który jest tym, czym nie jest i nie jest tym, czym jest?” Tak tą sytuację opisuje K. Pomian we Wstępie do Filozofii egzysten­cjalnej: redukcja człowieka w autentycznym sensie słowa do egzystencji siebie samą transcendującej i bytu do samotożsamości sprawia, że filozofia egzysten­cjalna w swoich ostatecznych rezultatach nie daje rozumienia człowieka ani tego, co wobec niego transcendentne – przedstawia jedynie ich nieredukowalną opozycję. Kultura europejska zaliczana jest w poczet kultur heterogenicznych, czy też inaczej mówiąc pluralistycznych. Kultury takie jak zauważa prof. A. Zachariasz charakteryzują się wielością dziedzin, w których realizuje się działalność ich członków. Co więcej, dziedziny te, do których zalicza się: mit, sztukę, poznanie teoretyczne, religię, moralność i etykę nastawione są na realizację autonomicz­nych, a często nawet wzajemnie sprzecznych wartości. Konsekwencją realiza­cji odmiennych wartości w poszczególnych dziedzinach kultury, jest ukształto­wanie się w każdej z nich, specyficznego, właściwego tylko dla niej, sposobu pojęciowego ujmowania rzeczywistości. Właściwe dla danej dziedziny warto­ści, oraz pojęciowe ujmowanie świata wyznaczają zatem, nie tylko linię demar- kacyjną między poszczególnymi dziedzinami kultury, stanowią one także pod­stawę ich istotowego określenia.

WĄTPLIWE WARTOŚCI

Wartości są zawsze wątpliwe, gdyż obejmują zbyt wiele w stosunku do konkretnego przypadku, dysponują nadmiarem sensu, który nigdy w pełni nie może być zrealizowany. Nawet wartość autentyczności (realizacji wolności) w wymiarze praktycznym ma charakter czysto formalny: „wartość zaangażowania nie należy w żadnym stopniu do wartości obszaru, na jakim się dokonuje”. Wynika to z całkowitej neutralności aksjologicznej świata, w jakim realizuje się ludzka egzystencja.„Człowiek to daremna pasja”, a całość ludzkiego życia skazana jest na nie­uchronną klęskę. Dlaczego? Ponieważ podstawą ludzkiej hierarchii wartości, ludzkich celów jest ostatecznie moralność, a system Sartre’a (wedle jego wła­snej oceny przedstawionej w Czasie nadziei) nie potrafił ani uzasadnić, ani wprowadzić moralności. Co mają wspólnego ze sobą te dwa rodzaje bytu (byt- w-sobie i byt-dla-siebie)? Tylko i wyłącznie Byt. Stosunek jest jednostronny: to, co dla-siebie nie może obyć się bez tego, co w-sobie, a to, co w-sobie potrze­buje dla-siebie tylko po to, by mu się pojawiać. Ale to, co w-sobie nie potrze­buje pojawiać się, by być. Synteza nie jest możliwa. Z czego Descombe wycią­ga radykalną konkluzję, że świat nie implikuje człowieka. To konsekwencja zasadniczej sprzeczności, „rozdarcia” zachodzącego na poziomie bytu. Roz­dzielenie Bytu na byt-w-sobie i byt-dla-siebie antycypuje wg Bukowskiego późniejsze analizy stosunków międzyludzkich – konfliktu, nienawiści, „uprzedmiotawiającego spojrzenia Innego”, wolności jako negacji tego, co jest.

ROZPOZNANIE STATUSU WARTOŚCI

Rozpoznanie statusu wartości jako wartości właśnie, czyli jako tego, czemu byt nie przysługuje jest możliwe tylko poprzez refleksję czystą, czyli poprzez ro­zumienie stanowiące przeciwieństwo tetycznego poznania zewnętrznego. Ten rodzaj poznania umożliwia dotarcie do podmiotowego charakteru wartości. Ustanawianie wartości odbywa się poprzez stałe wykraczanie człowieka poza siebie i związane z tym dokonywanie wyborów. Źródłem wszystkich ludz­kich projektów i planów jest projekt pierwotny zakładający określony zbiór wartości. Wartość „sygnuje” każdy akt ludzkiej świadomości; nawet działania poznawcze ugruntowane są w pierwotnym wartościowaniu przebiegającym niezależnie od wiedzy i woli jednostki (taka koncepcja wynika z powiązania epistemologii z aksjologią i odrzucenia modelu wiedzy rozdzielającego opis i wartościowanie). Wartość określana jest przez działanie, przez czyn, który ją potwierdza (preferencje i uczucia nie mogą stanowić podstawy dla ludzkiej praktyki). Całkowitą dowolność wyboru wyklucza świadomość sytuacji, nacisk okoliczności zawsze wymusza wybranie jednej z nich. W wyborze wartości zasadniczą rolę odgrywa motyw, interpretacja sytuacji, w której się człowiek znajduje, nadanie jej określonego znaczenia. Dlatego nie można a priori zało­żyć realizacji określonej wartości.

LUDZKA EGZYSTENCJA

Ludzka egzystencja jawi się jako rzeczywistość pozbawiona poza sobą racji, jako absolut zmuszony (przez to, czym jest i przez naturę swo­ich relacji ze światem) do każdorazowego nadawania światu sensu. W konse­kwencji sfera sensu i wartości całkowicie zależy od człowieka. Sartre mówi nawet mocniej: nie możemy nie nadawać światu sensu, to konsekwencja związ­ku świadomości z rzeczywistością. Paradoks polega na tym, że człowiek – twórca wartości i znaczeń – nie jest w stanie odnaleźć dla nich ani obiektywne­go, ani subiektywnego punktu oparcia. Kierunek, w jakim dany byt-dla-siebie przekracza sam siebie stanowi jedyny wyznacznik treści wartości. Czym więc są wartości? Sartre określa je jako „przedmiot pragnień”, któremu przysługuje specyficzny, irrealny sposób istnienia. Swoistość bytu ludzkiego polega na tym, że od początku swojego bycia ujmuje siebie jako niekompletną realność, niedo­skonały, wybrakowany, polegający na braku bytu byt doświadczający trwałego pragnienia bycia. To pragnienie nie ma charakteru empirycznego, a ontologicz­ny – inaczej mówiąc jest wpisane w strukturę ludzkiej egzystencji i polega na dążeniu do niemożliwej syntezy, do stania się bytem-w-sobie-dla-siebie (Bo­giem), do osiągnięcia całkowicie pozytywnej postaci bytu. Synteza tego, co niekompletne (bytu) z tym, czego mu brak, co realnie nie istnieje, a jest tak upragnione stanowi wartość. W odniesieniu do wartości jest traci sens egzy­stencjalny – wartość nie jest nigdy wobec bytu-dla-siebie transcendentnym by­tem substancjalnym- przysługuje jej ważność, istnienie normatywne. Sposób bycia wartości polega na nie-istnieniu, na byciu tym, co jeszcze nie istnieje.

ZBYTECZNOŚĆ

Para­doksalnie, poszukuje własnej stabilności i jednocześnie przed nią ucieka, co przejawia się poprzez wchodzenie w związki z rzeczami, innymi ludźmi i po­przez możliwość każdorazowego zanegowania danego układu. Jak określa to Kołakowski, istnienie ludzkie jest czasowaniem się człowieka. Świadomość, jak wszystko, co istnieje jest bytem pozbawionym autonomiczności i racji ist­nienia – przygodność stanowi jej cechę istotną, a bycie ma charakter relacyjny. „Zbyteczność: był to jedyny związek, jaki mógłbym ustalić pomiędzy tymi drzewami, ogrodzeniem, kamieniami. (…) Czułem dowolność tych związków (które usiłowałem podtrzymać, aby opóźnić zawalenie się ludzkiego świata, miar, ilości, kierunków), nie wczepiały się w rzeczy. (…) ja także byłem zby­teczny”. Egzystencja nie jest konieczna. Egzystować nie znaczy nic ponad „być teraz i tutaj”. Przypadkowość nie jest złudzeniem, pozorem, który można rozproszyć, to absolut, bezpodstawność doskonała. Rzeczy istniejące ukazują się, ale nigdy nie można ich wywnioskować; ich istnienie człowieka ogarnia, osacza, jest pełnią, z której człowiek nie może się uwolnić.Sposób bycia „dla-siebie” można opisać za pomocą pojęć skrajnej tymcza­sowości, przejściowości, przypadkowości czy absurdalności. Z czego to wyni­ka? Ontologia Sartre’a wszystko, co istnieje przedstawia jako istniejące wobec bytu-dla-siebie, w gęstym, otaczającym człowieka zewsząd bycie-w-sobie; nie zostawia miejsca dla wartości istniejących w rzeczywistości jako substancjalne, niezależne byty.